WIELKI AMATOR I EKSPERCI 

Od dawna nie odczuwałem takiej osobistej satysfakcji, jaką miałem podczas czytania fragmentów pism Ruskina. Co za zadziwiająca aktualność, przenikliwość i uniwersalność sformułowań i przemyśleń. Co za brak partykularyzmu zawodowego. Jaka w tym jedność wszystkich poruszanych przez autora spraw. Traktuje sztukę, naturę, człowieka, historię jako splątaną, nierozerwalną całość. Zajmując się nawet najbardziej szczegółowym zagadnieniem nie zapomina nigdy o tym wszechogarniającym kontekście. We wszystkim, co pisze, wyczuwa się to jego sformułowanie: "Nic bardziej nie wyróżnia ludzi wyższych wśród niższych niż to, że w życiu i w sztuce wiedzą, ku czemu rzeczy idą".

W tym, co pisze, jest klucz do tego wszystkiego, co działo się i dzieje w sztuce przez ostatnie stulecie. Nie ma tylko zatomizowania, nie ma intelektualnej specjalizacji, nie ma doktrynerstwa. Ruskin nie ma w sobie nic z intelektualnego rzemieślnika, biorącego na warsztat jakiś wycinek rzeczywistości czy abstrakcyjne pojęcie, by - poddawszy je retuszersko-kosmetycznym zabiegom - spreparować jakąś utylitarną, artystyczną czy syntetyczną konstrukcję. A przecież było to niemal zasadą dla wielu twórców następnych paru pokoleń.

Ruskin nie ma żadnych ambicji kreowania nowych kierunków w sztuce czy formułowania oryginalnych teorii estetycznych. Jest "tylko" niezwykle przenikliwym obserwatorem i myślicielem, l tego domaga się od innych twórców. Wydaje się, że nic nie jest w stanie ujść jego przenikliwej uwadze. Każdy aspekt działania artystycznego, każda metoda poznawcza czy kreacyjna, każde "działanie pozorne" jest przez niego ujawnione i dokładnie przeanalizowane. Nie można by chyba znaleźć żadnego poczynania artystycznego ostatnich stu lat, którego on by uprzednio nie "doświadczył" w swoich rozważaniach i nie umiejscowił w swoim wielkim tyglu "wszystkiego", l w tym chyba kryje się zagadka jego zaskakującej aktualności. Jesteśmy zmęczeni hermetycznymi partykularyzmami szkółek, apodyktycznością teoretyków działających na wypreparowanym skrawku rzeczywistości, wspierających siępseudonaukowym rynsztunkiem lub schowanych za wieloznaczność nieokreślonych niedomówień.

Męczy nas nieskuteczność coraz dalej idącej atomizacji wyizolowanej z kontekstu. Męczy tachowe zadufanie ekonomów jakiegoś artystycznego folwarczku lub ekspertów od wyprodukowanego minipreparatu. Męczy pewność siebie intelektualnych rzemieślników celebrujących powielanie logicznych oczywistości. Meczą reguły miniakademizmów. Dlatego chyba oddychamy głębiej w atmosterze ruskinowskiej intelektualnej bezinteresowności, zarażamy się jego amatorską pasją zainteresowania "wszystkim" i dajemy się wciągnąć w podjętą przez niego fascynującą grę. Czujemy, jak wypływamy z ciasnych portowych kanałów na pełne morze.

Ruskin, stojący u źródeł nowoczesnej sztuki, będący jednym z tych, którzy wywołali łańcuchowy proces jej przeobrażeń i kontrowersji, skupia w sobie jak w soczewce coraz bardziej rozbiegające się wątki. Dokonał wielkiego dzieła. Podważył wszelkie metody i próby statycznego pojmowania sztuki i światła. Rozbił granice pomiędzy sposobami traktowania sztuki, życia, nauki, Łączy w swym dialektycznym tyglu najodleglejsze pozornie sprawy. W kategoriach dzisiejszego kultu specjalizacji, Ruskin poruszający się na tak rozległym obszarze swoich zainteresowań, może się wydawać wielkim dyletantem, genialnym amatorem. Jak bardzo jednak tęsknimy dzisiaj za tą jego rozległą perspektywą i uniwersalną dialektyką, za jego dociekliwością i chłodnym dystansem jednocześnie.

W naszym świecie artystycznym coraz bardziej jest rozpowszechniony typ specjalisty-eksperta. Obowiązują go zasady niezawodności. Toteż im błachszy problem i powód artystycznego działania, tym bardziej przekonująca jego teoria, tym mocniejszy mur otaczających je niezbitych pseudo-naukowych argumentów. Wielkość poszukującego i odkrywającego umysłu rozmienia się na sprawne działanie ekspertów. Dzisiejszy świat nie może się bez nich obejść, toteż funduje ich sobie i mnoży zgodnie z zapotrzebowaniem, ale ich bezradność wobec każdego wielowarstwowego i pełnego zjawiska dopomina się o rozległą ruskinowską perspektywą i świadomość tego, "ku czemu rzeczy idą".

Jan Tarasin 1978 

Pozostałe